Polish English Persian Russian Spanish Turkish

Facebook - polub nas!

Znajdź skrytkę!

Polecamy

Filmy

Plaża w WeligamaWiadomo, że na każdym wyjeździe musi pojawić się trochę foczingu :) My spędziliśmy kilka dni spędziliśmy na plażach Mirissy i Weligama, była także krótka wycieczka do kolonialnej perełki - Fortu Galle i fermy morskich żółwi w Kosgoda. 

 

WELIGAMA

 Rozstajemy się z Ocean View Tour

Po objeździe wyspy z Ocean View Tours trafiliśmy do Weligama - to niewielka, spokojna miejscowość na południu wyspy. Za pośrednictwej serwisu Airbnb (więcej znajdziesz TUTAJ) wynajęliśmy wygodne mieszkanie u przemiłej rodzinki i tak zaczął się nasz kilkudniowy foczing :) Do piaszczystej plaży mieliśmy jakieś 3 minuty spacerkiem, a spotkać można na niej było zazwyczaj tylko kilka osób. Na plaży znajdziecie także niedrogą szkołę surfingu gdzie można sobie także wynająć leżaki czy napiś się kokosa - sielanka! Znajduje się tam zazwyczaj także cała plejada kolorowych najróżniejszych łodzi rybackich, a tuż obok położona jest śliczna wysepka o nazwie Taprobane, na której znajduje się podobno jeden z najdroższych hoteli na wyspie... Ale tym razem był on pusty. Odwiedziliśmy także miejscowy targ i sklepy, no i oczywiście knajpki. Były owoce morza, wszelkiego rodzaju nudle i oczywiście każda ilość soków owocowych! Pycha! Seba oczywiście musiał spróbować surfowania na falach :) Warto dodać, że Weligama jest jedną z wielu miejscowości na południu wyspy, które bardzo dotkliwie ucierpiały podczas tsunami w 2004 roku - nie tylko w Weligama ale i w drodze do Kosgoda widzieliśmy wiele zniszczonych i opuszczonych budynków.

Foczing w Weligama

Urodziny Sergiusza w Weligama - my z gospodarzami :)

FILM: PLAŻA W WELIGAMA

MIRISSA

To podobno jedna z najpiękniejszych plaż na Sri Lance - dlatego pojechaliśmy ją zobaczyć. Z Weligama mieliśmy niedaleko i za niewielka opłatą dojeżdżaliśmy tam tuk-tukiem - choć raz zdarzyło się, że kawałek szedłem piechotą obok lotnego patrolu policji - że niby 5 osbów tuk-tuku to za dużo ;) Plaża była ładna, ale raczej zatłoczona, a przede wszystkim były tam bardzo silne fale i skakanie w nich sprawiało sporo radości, a tuż przy plaży znajdowała sie skalista wyspa na która podczas odpływu można było przejść praktycznie suchą nogą, a z wyspy widok na całą plażę i miejscowość. Przy wysepce także fale były spokojniejsze - można było ponurkować i pooglądać rybki oraz jeżowce. Sporo czasu spędziliśmy na hamakach w knajpce przy plaży... Klasyka foczingu :) Mirissa to także świetne miejsce do wypłynięcia na obserwowanie wielorybów, jednak z tej atrakcji nie skorzystaliśmy.

FILM: PLAŻA W MIRISSA

ŻÓŁWIE W KOSGODA

Na Sri Lance podobno można spotkać aż 5 gatunków żółwi morskich z 7 na świecie, które składają jaja na tamtejszych plażach - są to: żółwie zielone (niestety podobno jadalne), olbrzymie żółwie skórzaste o rozmiarach ponad 2 m i ważące nawet ćwierć tony, zagrożone wyginięciem żółwie szylkretowe, mięsożerne żółwie karetta uzbrojone w ostry dziób i pazury na płetwach służące rozłupywaniu mięczaków, oraz najlżejsze z nich żółwie oliwkowe. Żółwie na Cejlonie są pod ścisłą ochroną i robi się wiele, żeby mogły przetrwać. Jedną z form pomocy są farmy dla żółwi - wykopuje się tam złożone przez samice jaja i przenosi w bezpieczne miejsce, gdzie żółwiki po wykluciu się w odpowiednich warunkach i po osiągnięciu odpowiedniego wieku wracają do oceanu, trafiają też tam jaja dzięki programowi wprowadzonemu przez rząd Sri Lanki, na podstawie którego ten, kto znajdzie żółwie jaja i odda je pod opiekę do żółwiej wylęgarni dostanie wynagrodzenie pieniądze. Podobno zmniejszyło to proceder kłusowniczy, co jednak nie oznacza, że zniknął on zupełnie. Jednym z takich właśnie miejsc jest wylęgarnia żółwi w Kosgoda. Jadąc do niej minęliśmy przy drodze jeszcze kilka takich farm – a już sam przejazd był ciekawym doświadczeniem. A mianowicie wybraliśmy się tam autobusem – tłok był niesamowity, a anasz pojazd pędził drogą z otwartymi drzwiami z których zwisał bileter, który jednocześnie naganiał ludzi do podróży. Przystanki były raczej umowne – autobus zatrzymywał się tam gdzie ktoś chciał wsiąść lub wysiąść. O mało nie przejechaliśmy małej miejscowości Kosgoda – udało się tylko dzięki kontrolowaniu trasy przejazdu w google maps :) Wysiedliśmy praktycznie przed wejściem do żółwiej farmy… Najpierw musieliśmy trochę dojść do siebie po podróży… a tuż obok małego terenu, który zajmuje farma znajduje się przepiękna i zupełnie pusta plaża z drzewami w których cieniu można nieco odpocząć :)
Na niewielkim terenie wylęgarni znajdują się ogrodzone piaskownice gdzie, gdzie w piasku wygrzewają się jajka oznaczone rodzajem żółwia i długością jego wylęgu. Nad piaskownicą rozwieszona jest siatka, więc żółwikom nie zagrażają nawet drapieżniki z powietrza. Gdy małe żółwiki zaczynają opuszczać piaskowe kopczyki, są one zbierane i przekładane do wypełnionych oceaniczną wodą niewielkich betonowych baseników. Maluchy samce po kilku dniach wypuszczane są na wolność, zaś co innego dzieje się z samiczkami. Jest ich niewiele, dlatego są przetrzymywane w ośrodku nawet do 6 lat, po “odchowaniu”, gdy pracownicy farmy mogą liczyć, że żółwica poradzi sobie bez opieki w naturalnym środowisku. W basenach znajdziemy także żółwie, które ucierpiały po fali tsunami w 2004 roku, a które nie poradziły by sobie w naturalnym środowisku.
Wstęp do fermy żółwi jest płatny (ale opłata jest raczej symboliczna), a o żółwiach opowiadają pracownicy lub wolontariusze – więcej informacji znajdziecie na stronie KOSGODA SEA TURTLE CONSERVATION PROJECT.

kosgoda 

FILM: ŻÓŁWIE W KOSGODA

FORT W GALLE

Wracając do żółwików w Kosgoda pojechaliśmy zobaczyć prawdziwą perełkę Cejlonu – Fort Galle oraz stare miasto, które 1988 roku zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W historii Galle pojawia się już bardzo wcześnie - bardzo popularne w wśród kupców pochodzących z Grecji, Persji, Indii oraz Rzymu. Pierwsza wzmianka o mieście pojawiła się w traktacie zatytułowanym «Topografia chrześcijańska», napisanym w 545 roku przez kupca bizantyjskiego Kosmasa Indikopleustesa. W 1344 roku w Gimhatiffa (jak wówczas nazywało się Galle) przebywał słynny arabski podróżnik Muhammad Ibn Battuta, który określił to miasto jako główny port na wyspie Cejlon. W 1505 roku w Galle pojawili się pierwsi Europejczycy – byli to portugalscy żeglarze zmierzający do Kolombo, którzy zboczyli z kursu podczas sztormu. Szukali lądu płynąć we mgle, aż usłyszeli pianie koguta. Wysiadłszy na skalistym brzegu, Portugalczycy nazwali to miejsce Galle, na cześć ich wybawcy – koguta z portugalskiego ‘galo’. Tak oto rozpoczęła się historia kolonizacji południowej prowincji wyspy, którą Portugalczycy w bardzo szybkim tempie zdobyli za sprawą swej floty oraz uzbrojenia. Przejęli oni praktycznie całkowicie dochodowy handel cynamonem, słoniami oraz kością słoniową jak również przyprawami oraz owocami tropikalnymi – był to monopol Portugalczyków. W wielu okolicznych przybrzeżnych osadach zaczęły powstawać fortyfikacje - mieściły w sobie całe miasteczka, domy dla kupców i portugalskiej administracji. Zaczęły również powstawać liczne świątynie różnych zakonów – Franciszkanów, Dominikanów i Jezuitów. Pierwsza kaplica franciszkańska pojawiła się w Galle w 1543 roku, lecz do dnia dzisiejszego pozostały po niej tylko nieznaczne fragmenty. Rodowici mieszkańcy wyspy byli przeciwni europejskiej dominacji i w 1588 roku miał miejsce konflikt zbrojny pomiędzy mieszkańcami prowincji Kandy a Portugalczykami. Po tym konflikcie w Galle rozpoczęła się budowa wału obronnego oraz trzech bastionów, które zapewniały ochronę miastu od strony północnej. Twierdza nazwana Fortaleza de Santa Cruz przetrwała ponad 50 lat, aż do najazdu Holendrów. Holendrzy zaczęli się pojawiać na Cejlonie na początku XVII wieku i król prowincji Kandy zawarł z nimi sojusz przeciwko Portugalczykom. W 1640 roku Holendrzy oblegli portugalską twierdzę znajdującą się w Galle i w ciągu kilku dni przełamali linię obrony. Konfrontacja tych dwóch stron, z których każda była ogromnie zainteresowana wolnym handlem na wyspie i ogromnymi z tego dochodami, zakończyła się całkowitym wypędzeniem Portugalczyków z ich posiadłości. W ten sposób rozpoczął się nowy etap w historii Galle, wiążący się z działalnością jednej z najbogatszych kompanii handlowych na świecie - holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Na wpół zburzony portugalski fort, składający się głównie z palisad i wałów usypanych z ziemi Holendrzy zamienili w potężniejszą fortyfikację. Wokół wybrzeża Galle wybudowano potężne granitowe mury, które w połączeniu z rafami koralowymi czyniły port handlowy niedostępnym dla floty angielskiej, francuskiej, duńskiej czy hiszpańskiej. Za fortecznymi murami żyło własnym życiem całe miasteczko, które było chronione przez 14 bastionów, а dostać się do niego od strony lądu można było tylko przez Północną Bramę, która powstała w 1669 roku i zastąpiła zwodzony most nad głęboką fosą.
Największy rozkwit w dziejach Fortu Galle nastąpił w pierwszej połowie XVIII wieku – wówczas w mieście zamieszkiwało tu około 500 rodzin. Oprócz domów mieszkalnych, za murami twierdzy znajdowały się także różne budynki państwowe i handlowe, magazyny oraz pracownie rzemieślnicze. W 1729 roku dobiegła końca budowa falochronów chroniących miasto przed burzliwymi sztormami występującymi w porze deszczowej. W 1775 roku w Galle powstał barokowy kościół protestancki, uważany obecnie za najstarszy na wyspie. Pod koniec XVIII wieku Anglicy niemal całkowicie zdobyli Cejlon. W lutym 1796 roku po zdobyciu miasta Kolombo, Fort Galle został opuszczony przez Holendrów. Znaczenie Galle jako portu handlowego wkrótce zaczęło tracić na znaczeniu, ponieważ Anglicy przenieśli centrum handlu do Kolombo. Jednakże miasto nadal pozostawało centrum administracyjnym, а fort utrzymywany był w dobrym stanie. W okresie protektoratu brytyjskiego twierdza w Galle co jakiś czas była odnawiana – powstały także nowe budynki: latarnia morska oraz bramy znajdujące się pomiędzy bastionami Słońca i Księżyca, a także Wieżę Zegarową wzniesioną na cześć jubileuszu królowej Wiktorii w 1883 roku. W grudniu 2004 roku miasto znacznie ucierpiało w wyniku tsunami, jednakże fort przeszedł tą próbę praktycznie bez zniszczeń. Spacer starówką wśród kolonialnych domostw, które dzisiaj w dużej części są knajpkami, hotelami czy też sklepikami to wrażenie niezapomniane. Dotarliśmy także do nadbrzeżnych wałów, do latarni morskiej i położona przy niej małą miejską plażę, no i oczywiście do fortu. Fort Galle jest potężny – jego skala i wielkość przytłacza – dopiero patrząc na te mury można sobie uświadomić jakie bogactwo tkwiło w handlu z Indiami i Cejlonem zwanym „łzą Indii” oraz dlaczego holenderska Kompania Wschodnioindyjska była jedną z najbogatszych na świecie… Będąc na Sri Lance koniecznie zobaczcie ten kawałek kolonialnej historii!
Źródło: castles.today

galle

 POLECANE ARTYKUŁY:

sigiriya

lipton

Horton Plains

Pinnawala

Adams Peak

Yala National Park