Polish English Persian Russian Spanish Turkish

Facebook - polub nas!

Znajdź skrytkę!

Polecamy

Filmy

Red Canion

Relację z naszego wyjazdu na Kretę zaczynamy od focznigu i sztandarowych plaż oraz wysp gdzie można uprawiać tę zacną dyscyplinę. W tym artykule przeczytacie o Elafonisi, Balos i Chrissi, a znajdziecie tam nie tylko walory tych miejsc, ale także i trochę ich historii :)


 

ELAFONISI

Elafonisi to niewielka wyspa znajdująca się na końcu południowo-zachodniego skraju Krety. Cechą charakterystyczną Elafonisi jest płytka laguna łącząca ją z Kretą ale często na wyspę można przejść suchą nogą. Ciepła i krystalicznie czysta woda o barwie przechodzącej od zieleni, turkusu, aż do głębokiego błękitu, sąsiaduje z pięknymi szerokimi plażami, a biały piasek jest w niektórych miejscach przemieszany z połamanymi muszelkami tworzącymi malownicze różowe pasy. Miejsce to w całości jest wpisane na listę Natura 2000. Na skrawku piasku łączącym wyspę z lądem można znaleźć leżaki do wypożyczenia jednak nie ma ich zbyt dużo i na plażę trzeba dotrzeć w godzinach porannych aby się załapać. Przy plaży znajduje się bezpłatny parking i mimo, że jest duży to w południe będzie duży problem ze znalezieniem miejsca. To miejsce, które codziennie odwiedzają setki (a w sezonie letnim nawet tysiące) turystów - to jedna z najpopularniejszych pozycji we wszystkich przewodnikach po Krecie. Mieszkaliśmy aż w Stalis za Heraklionem, więc do Elafonisi wyruszyliśmy bardzo wcześnie jadąc wzdłuż wybrzeża do Kissamos przed którym skręciliśmy do celu za znakami przez wąwóz Topolia. Na miejscu byliśmy na tyle wcześnie, że nie było problemu ani z parkingiem ani z leżakami. Przywitał nas silny wiatr i tak już zostało... dzięki niemu słonaczny skwar nie jest tak odczuwalny, a na plaży i wyspie nie ma kawałka cienia po za parasolami przy leżakach i kaplicy Agia Irini na końcu wysepki... 

Zdecydowanie warto wybrać się na spacer po wyspie - gdy w lagunie są tłumy turystów to na wyspie im dalej tym puściej... Spacerując po wyspie można natknąć się na skarb - kto wie...? Elafonisi oznacza Wyspa Skarbów w języku greckim, a że była ona podobno kiedyś zajęta przez piratów być może tutaj właśnie je ukryli... A historia wyspy sięga czasów starożytnych, kiedy to Grecy zbudowali tutaj świątynię poświęconą Mousagetis Apollo na wysepce Mousagores (dzisiejszej Elafonisi). Ów Apollo oznaczał Władcę Bóstw - uspokajał on bóstwa morskie i falujące morze... I na pewno miał co robić, ponieważ wiatr zwany livas wiejący znad Sahary potrafi wzniecać w tym rejonie jedne z najwyższych fal na morzu Śródziemnym. Przekonali się o tym pasażerowie i załoga austriackiego parowca Imperatrix w lutym 1907 roku -  był to austriacki statek pasażerski ze 140 osobami na pokładzie płynący do Indii. Ze względu na silne północne wiatry statek został zepchnięty na skaliste rafy. Z katastrofy 38 osób uratowali z łodzi ratunkowej bracia zakonni i kilku mieszkańców. Ciała rozbitków, którzy zginęli, zostały pochowane na wyspie, a wrak Imperatrix wciąż leży na dnie morza przed klifami wyspy. Ofiary katastrofy upamietnia duży drewniany krzyż, a po zatonięciu parowca w 1920 roku zbudowano na wyspie latarnię morską. Po oryginalnej latarni zostały już tylko ruiny, ponieważ została zbombardowana przez niemców podczas II wojny światowej - dzisiaj stoi tam metalowa konstrukcja. Obok ruin latarni znajduje się mała kamienna kapliczka Agia Irini.

Imperatrix Photo
SS Imperatix - fot. http://thepaleochorasite.com

Inną tragiczną historią związaną z Elafonisi jest rzeź 850 kobiet, dzieci i 40 mężczyzn dokonana w Wielkanocny Piątek 24 kwietnia 1824 roku przez wojska egipskie pod wodzą Paszy Ibrahima (pod sztandarem Imperium Osmańskiego). Ofiary pierwotnie schroniły się na wyspie mając nadzieje, że uda im sie niepostrzeżenie przetrwać. Próba ta nie powiodła się i mieszkańcy zostali albo zgładzeni albo zniewoleni. Wydarzenia te upamiętnia pomnik ustawiony w pobliżu parkingu, a legenda mówi, że to krew ofiar tej rzezi miała zabarwić piasek na różowo i do dziś nie dawać się z niego wypłukać...

Sporo jak na jedną małą wysepkę wysepkę - prawda? Według nas warto się tam wybrać - plaża jak i wyspa są przepiękne, a mimo tłumów każdy może znaleźć dla siebie ustronne miejsce. 

FILM: FOCZING NA ELAFONISI

 

LAGUNA BALOS I  WYSPA GRAMVOUSA

Laguna Balos na Krecie znajduje się w zachodnio-północnej części wyspy. Mieliśmy dwie możliwości dotarcia do Laguny: samochodem i statkiem z portu w Kissamos. Aby wybrać się samochodem należy nad lagunę dojechać bardzo wcześnie – im później tym większy problem z zaparkowaniem, pomijając 8km jazdy szutrową drogą. Decyzja mogła być tylko jedna – ponieważ mieszkaliśmy ponad 3 godziny drogi od Kissamos musielibyśmy wyruszyć nocą... Dodatkowo płynąc statkiem dodatkowo jest możliwość odwiedzenia pobliskiej wyspy Gramvousa, do której nie ma jak dotrzeć z laguny... Bilety na rejs zarezerwowaliśmy dwa dni wcześniej na stronie Cretan Daily Cruises – bilety odbiera się w biurze w porcie przed rejsem dopłacając 1 euro opłaty na rzecz utrzymania Laguny Balos.
Balos to prawdziwa patelnia - na plaży nie ma żadnego miejsca z cieniem po za parasolami. Grecka nazwa tego przesmyku to Cape Tigani, czyli właśnie „patelnia”. Z usług jest natomiast mały bar z przekąskami i napojami. Zatokę jest naprawdę przepiękna - woda krystaliczna, wpadająca w odcienie błękitu i turkusu. To był bardzo udany foczing wodno piaskowy :)

gramvousa1

W rejsie powrotnym nasz statek do Balos zatrzymał się po drodze na niezamieszkałej wyspie Gramovousa. Dopływając do jej brzegów mijaliśmy na wpół zatopiony wrak statku „Dimitrios”, który w drugiej połowie lat 60-tych ubiegłego wieku płynął z Grecji do Afryki Północnej z ładunkiem 400 ton cementu. Niesprzyjające warunki pogodowe oraz trwające kilka dni ulewy i burze zmusiły kapitana statku do zatrzymania się w zatoce opływającej Gramvousa. Ale tam przeciążenie oraz usterka techniczna uniemożliwiły jednostce dalszy rejs. Statek przechylił się pod naporem wody i w takim stanie pozostał do dziś, pozostając na zawsze częścią krajobrazu wyspy.
Legenda mówi, że wysepka Gramvousa to mityczna Ajaja, na której Odyseusz spędził rok podczas swojej długoletniej tułaczki. To na niej właśnie miała zamieszkiwać wróżka Kirke, która przyjęła i gościła bohatera Odysei Homera. Powracający z Troi Odyseusz tułając się po świecie w poszukiwaniu drogi powrotnej do domu natknął się na skaliste ściany wyspy opływane przez błękitne wody. Wyspa wydawała się niezamieszkała i wraz ze swoimi towarzyszami postanowił zejść z pokładu swojego statku. Załoga szybko jednak odkryła, iż w głębi wyspy stoi wybudowany pałac, z którego dobiegał anielski śpiew. Była to wróżka Kirke, córka boga Heliosa, która zaprosiła swoich gości na ucztę, po czym podstępnie zamieniła ich w zwierzęta: lwy, świnie i psy. Jednemu z żeglarzy udało się zbiec z pałacu, powrócić na statek i opowiedzieć Odyseuszowi jaki los spotkał jego załogę. Król Itaki postanowił udać się na spotkanie z wróżką, aby prosić ją o uwolnienie swojej załogi. Kirke próbowała również Odyseusza zmienić w dzikie zwierzę, nie udało jej się dzięki temu, że Odyseusz spotkał boga Hermesa, który wyjawił mu sposób na uniknięcie je czarów. Należało zmieszać odpowiedni gatunek roślin z napojem podanym mu przez wróżkę. Jednak Odyseusz uległ urokowi Kirke i spędził z nią na wyspie rok, a owocem ich związku był syn Telegonos…
Nasz przystanek na Gramvousa trwał ponad godzinę – trochę krótko, ale zdążyliśmy wspiąć się wąską, krętą ścieżką do wybudowanej przez w trakcie której można wdrapać na wysokość 137m n.p.m. do twierdzy wzniesionej przez Wenecjan w latach 1579 – 1584, kiedy władali jeszcze Kretą. Mury zachowały się do dziś w doskonałym stanie. Wewnątrz można zobaczyć ruiny starego kościoła oraz skład prochu. Zaś z góry rozciąga się wspaniały widok na lagunę oraz okoliczne wysepki.
Po za mitologią ta wyspa była świadkiem bardziej tragicznych wydarzeń podczas wojen wenecko-tureckich z twierdzą na Gramvousa w tle… Jedna z wojen toczonych w latach 1645 – 1669 spowodowała znaczne osłabienie zarówno Republiki Weneckiej, jak i Imperium Osmańskiego. Serenissima – Republika Wenecka, od dziesięcioleci znacząco traciła na sile i znaczeniu, którym szczyciła się przez ostatnich kilkaset lat. Ostatnim ich przyczółkiem na wschodzie, do którego sięgały zamorskie jej wpływy była Kreta. Upadek wyspy nie będącej w stanie dłużej bronić się przez naporem wojsk tureckich skutkował podpisaniem we wrześniu 1669 r. traktatu pokojowego pomiędzy Republiką Wenecką a Imperium Osmańskim. Tym samym zakończyło się wieloletnie panowanie Wenecjan na Krecie. Jedynym miejscem, nad którym Serenissima mogła sprawować kontrolę była właśnie Gramvousa oraz dwie niewielkie wysepki Spinalonga oraz Souda, leżące u północnych wybrzeży Krety.
To jednak nie koniec tej burzliwej historii. W latach 1684 – 1699 wybuchł ponownie konflikt. Forteca znów poddała się tureckiej władzy w wyniku zdrady, jakiej dopuścił się jeden z neapolitańskich kapitanów walczących pod wenecką banderą. Skuszony przez Turków wysoką łapówką oddał im warownię na wyspie.
W 1821 roku wybuchło powstanie, którego celem było wyzwolenie spod tureckiego protektoratu. Wyspa Gramvousa jeszcze raz stała się scenerią dramatycznych wydarzeń, które poprowadziły Grecję do walk o odzyskanie niepodległości. W 1825 roku greckim powstańcom, do których dołączyli również kreteńczycy udało się zdobyć fort Gramvousa. Walki narodowo wyzwoleńcze trwały kilka lat i ostatecznie umożliwiły Grecji utworzenie niepodległego państwa. W czasie powstania wyzwoleńczego liczba osób uciekająca na Gramvousę przed wojenną zawieruchą systematycznie rosła, spowodowało to, iż wyspiarze zaczęli parać się piractwem. Napadali oni na wszystkie przepływające tamtędy statki, co przynosiło znaczne straty europejskiej - w ciągu niespełna trzech lat 1825 - 1827 r. zdobyli 155 statków. Stali się postrachem morza śródziemnego - grabili statki ze wszystkiego, a marynarzy więzili w grotach skalnych. Pod naciskiem Francji i Wielkiej Brytanii nowopowstały rząd grecki zezwolił na karną ekspedycją brytyjsko - francuską, która zniszczyła osadę sięgającą 6.000 ludzi rozprawiając się ostatecznie z rabusiami.
Mała wysepka z jakże burzliwa historią…

FILM: FOCZING NA BALOS

 

WYSPA CHRISSI

Nasz rejs na wyspę Chrissi zaczęliśmy w porcie Ierapetra – jest to najdalej na południe położone miasto w Europie. Wyspę od wybrzeży Krety dzieli ją jedynie 15 kilometrów, jest niewielka bo ma zaledwie 5 km długości i 1 km szerokości. Znana przede wszystkim ze swych złocistych plaż, dzięki którym otrzymała swoją nazwę Chrissi czyli Złota, ale także z chronionego lasu, z dużymi drzewami cedrowymi w wieku ponad 200 lat. Wyspa jest rezerwatem przyrody, rośnie na niej największy, naturalnie uformowany las cedrowy w Europie. Większość drzew ma wiek około 200 lat, a niektóre nawet 300 lat i osiągają wielkość 10 metrów. Las ma powierzchnię 350 akrów, średnio 14 drzew na akr i obejmuje on około 1/4 powierzchni wyspy. Drzewa cedrowe mają specyficzny, delikatny zapach o kojących właściwościach - są one rzadką odmianą cedry Libanu, osiągają wysokość do 10 m, a ich pień ma średnicę do 1 metra. Jest to najbardziej na południe wysunięty park naturalny w Europie i jest nazywana diamentowym kamieniem Morza Śródziemnego i jest włączona do programu ochrony przyrody NATURA 2000.
W rejs wypłynęliśmy niewielką łodzią Christina, którą udało nam się znaleźć w internecie i zrobić rezerwację (informacje znajdziecie TUTAJ). W porcie Ierapetra zaparkowaliśmy w samym porcie praktycznie naprzeciwko łodzi i wypłynęliśmy na Morze Libijskie. Po nieco ponad godzinie podróży omijając Chrissi od wschodu zeszliśmy na ląd w południowej części wyspy. Tuż obok małego portu znajduje się tawerna, ale na wyspie nie ma praktycznie żadnej infrastruktury turystycznej - hoteli, restauracji czy sklepów z pamiątkami. Jedyna zabudowa to latarnia morska, wyżej wspomniana tawerna i niewielki kościółek Agios Nikolaos.
Obok tawerny rozpoczyna się ścieżka, która po kilku minutach drogi przez las cedrowy doprowadziła nas na północny brzeg wyspy do egzotycznej plaży z niezliczoną ilością muszli, która nazywana jest Belegrina lub inaczej Złoty Piasek. Tutaj ze względu na żar lejący się z nieba plażowaliśmy w cieniu pod jednym z parasoli od czasu do czasu zażywając kąpieli – to był bardzo udany foczing :)
Po kilku godzinach foczingu wyruszyliśmy w rejs powrotny, a w ramach atrakcji nasza łódka Christina zacumowała niepodal wyspy na tzw. swimstop – czyli można było poskakać i popływać.

chrissi1

FILM: FOCZING NA CHRISSI

POLECANE ARTYKUŁY:

 psiloritis

kreta2