Polish English Persian Russian Spanish Turkish

Facebook - polub nas!

Znajdź skrytkę!

Polecamy

Filmy

Santorini

Kolejna fala pandemii zaczęła opadać, nam jednak nie udało się jeszcze przejść obu dawek szczepienia gdy pojawiły się loty z Gdańska na Santorini. Ozdrowieńcy mogli jednak bez przeszkód wjechać do Grecji wiec w drogę! Na tej wyspie każdy znajdzie coś dla siebie - i plażowicze, i miłośnicy pieszych wędrówek, a wszystko okraszone wspaniałymi widokami - polecamy!

Przelot: Gdańsk - Santorini - Gdańsk WIZZAIR  - 636 PLN (z bagażem kabinowym)              
Noclegi w Moonlight Apartments przez booking.com (więcej TUTAJ)  - 460 EU / 7 dni / 2 osoby ze śniadaniem

Zachód słońca ze Skaros Rock

Gdy pojawiły się bezpośrednie loty z Gdańska na grecką wyspę Santorini nie można było tego przegapić - a i czas pandemii ze znacznie mniejszą ilością turystów okazał się dobrym pomysłem. Jedynym dodatkowym wymaganie było wypełnienie formularza PLF. Na wyspie zatrzymaliśmy się w Fira, czyli stolicy wyspy ale od jego wschodniej, spokojniejszej strony w Moonlight Apartments, a znajdziecie go TUTAJ. Po wyspie można poruszać się bardzo dobrą komunikacją autobusową, raz za pośrednictwem naszego hotelu wypożyczyliśmy samochód aby objechać kilka miejscowych atrakcji. Oczywiście zaliczyliśmy także sztandarową atrakcję Santorini - czyli szlak z Fira do Oia na zachód słońca, a naszą relację znajdziecie TUTAJ.

SKAROS ROCK

Na skalny cypel Skaros Rock wyruszylismy spacerem uliczkami Firy, a następnie miasteczka Imerovigli, skąd można zejść w dół na skałę betonowymi schodami obok małego kościółka Agios Georgios do ścieżki. Formacja skalna jak wszystko wokół powstała w wyniku wulkanicznej erupcji pobliskiej kaldery datowanej na 68 tys. lat p.n.e. To trudnodostępne miejsce znakomicie nadawało się na fortyfikacje. Forteca na Skaros powstała na początku XIII wieku, z inicjatywy Cesarstwa Bizantyjskiego. Pracami kierował słynny wenecki architekt Giacomo Barozziego i w 1207 roku ukończona La Roka - czyli górny zamek. W kolejnych latach pojawiła się tam osada - powstały nowe fortyfikacje i domy mieszkalne, zaś u podstawy skały zbudowano kaplicę Panagia Theoskepasti oraz mały port. W 1336 roku wyspę przejęła Republika Wenecka, a twierdza stała się stolicą weneckiego Santorini. Przez kolejne wieki wyspa opierała się najazdom tureckim, a twierdza w Skaros skutecznie chroniła przed najeźdźcami. Dopiero kolejny wybuch i erupcja wulkanu w 1650 roku, który spowodował kilka silnych trzęsień ziemi zakończyło historię Skaros. Część miasta zawaliła się do morza, a przy kolejnych wulkanicznych aktywnościach od 1701 do 1711 roku i ponownie od 1866 do 1870 roku mieszkańcy miasta przenieśli się do obecnej stolicy wyspy Firy i pobliskiej wioski Imerovigli. Po weneckej fortecy pozostało zaledwie kilka zniszczonych ruin. U podnóża skały zachował się mały kościółek z niebieską kopułą - Panagia Theoskepasti. Czy to ten sam, który powstał przed wiekami - tego nie wiemy. Niewielu turystów tam dociera, ponieważ nie każdemu chce się zejść na sam dół skały... Nam się chciało i byliśmy tam zupełnie sami - magia! Szczególnie zaś polecamy zachód słońca z położonego tuż nad Skaros Rock (przy zejściu) małego kościółka Agios Georgios - widoki zapierają dech w piersiach - patrz powyżej...

 FILM: SKAROS ROCK

REJS NA WYSPY W KALDERZE - NEA KAMENI, PALEA KAMENI I THIRASIA

Nea Kameni to wyspa leżąca w środku kaldery, na której znajduje się wciąż czynny wulkan. Wyspa jest cały czas monitorowania przez sejsmologów, a ostatnia niewielka aktywność wulkan wystąpiła w 1950 roku. Wulkan można zwiedzać, a wybrać się tam można w ramach zorganizowanej wycieczki z lokalnym biurem podróży (w Firze, w Starym Porcie i w przy głównym placu w Firze). Rezerwacji można też zrobić dokonać na stronie biura Dakoutros Bros. Wycieczka jest naprawdę ciekawa. Z ciekawych opowieści przewodnika można dowiedzieć się trochę więcej nie tylko o wybuchach, kształtowaniu się kaldery, ale także o istnieniu tu niegdyś tajemniczej Atlantydy. Widoki na Santorini z zupełnie innej perspektywy są naprawdę wspaniałe. Z wulkanu dokładnie widać, iż niegdyś wyspa mogła mieć kształt pierścienia z gorącym wulkanem w centrum. Trasa na Nea Kameni jest wyznaczona wokół niewielkiego krateru i po drodze mija się kilka otworów, z których wydobywają się opary siarkowe, a spacer do krateru zajmuje około 20 minut. Z najwyższych punktów wyspy Nea Kameni mogliśmy podziwiać piękną panoramę na Santorini i całej kalderę.
Nieopodal nieco schowana za Nea Kameni leży mniejsza wysepka Palea Kameni i tam też zacumował nasz statek. Turyści skaczą z pokładu i dopływają do gorących źródeł - woda w nich ma właściwości lecznicze, gdyż zawiera spore ilości żelaza, manganu, siarki i wielu minerałów. W zależności od tego, które pierwiastki w danym źródle przeważają woda ma pomarańczowo-żółty lub brązowo-czerwony kolor. Wokół źródeł unosi się też specyficzny zapach siarki, co nie każdemu musi odpowiadać i warto pamiętać, że skóra i stroje kąpielowe mogą przybrać kolor wody, zwłaszcza jeśli natrzecie się tamtejszym „błotkiem”. Dobrze więc dość szybko po kąpieli wziąć prysznic na pokładzie, jednak jasne stroje nie zawsze odzyskują swą dawną barwę. Najczęściej odwiedzaną zatoką jest Agios Nikolaos z niewielką kapliczką na brzegu. Jeżeli chcielibyście wyjść na brzeg, to przydadzą się Wam buty do wody, bo oprócz śliskich głazów, dużo jest tam ostrych skał wulkanicznych.
Kolejny przystanek naszej wycieczki to Thirasia - wyspa oddalona od Santorini zaledwie 2km, która zawsze pozostawała w jej cieniu. Do czasu wielkiego wybuchu wulkanu była częścią, tej samej co Santorini, okrągłej wówczas wyspy. W całym archipelagu tylko ona, oprócz Santorini, jest zamieszkała. Na Thirassii są tylko trzy osady: Riva (Aghia Irini) – to właściwie (zaledwie) parę domów przy porcie promowym, Potamos i największa Manolas – powyżej niewielkiego portu w zatoce Korfos. Liczba ludności nie przekracza 300 i można powiedzieć, że w przeciwieństwie do Santorini jest to miejsce zupełnie niekomercyjne i żyjące własnym życiem. Większość mieszkańców niezmiennie tak jak przed laty, zajmuje się rybołówstwem i uprawą ziemi. Tylko wokół portu Korfos do którego zawijają statki wycieczkowe jest sporo tawern i kafejek nastawionych na obsługę jednodniowych turystów takich jak my. Nad portem leży główna miejscowość Thirassi – Manolas, do której prowadzi stroma, ale wygodna, zygzakowata ścieżka. Niewielu z przypływających tu na kilka godzin turystów wspina się na górę, a szkoda, bo warto - widoki na Santorini i kalderę są tego wspaniałe. Pamiętajcie jednak, że w upale to spore wyzwanie – my daliśmy radę. Thirasia jest niewielka i można ją zwiedzić na piechotę, pokonując niecałe 8 kilometrów. Niestety my zdążyliśmy tylko pospacerować tylko po uliczkach Manolas i nie udało nam się zobaczyć osady Potamos – gdzie większość domów jest wykuta w jego ścianach i nazywane są ‘domami jaskiniowymi’. Cała wyspa jest niezwykle naturalna i zupełnie nienastawiona na turystów – czas się tam zatrzymał : )

Thirasia i Nea Kameni z Firy

 FILM: REJS NA WYSPY KALDERY SANTORINI

AKROTIRI - CZYLI POMPEJE Z SANTORYNU

Czy Santorini to legendarna Atlantyda? Dla niektórych osób dowodem na to mają być ruiny prehistorycznego miasta Akrotiri, zniszczonego przez wybuch wulkanu Nea Kameni pod koniec XVII wieku p.n.e. Podobnie jak słynne ruiny Pompei szczątki minojskiego miasteczka są wyjątkowo dobrze zachowane, ale jest różnica są od nich starsze aż o 1600 lat. Choć pierwsza osada w tym miejscu datowana jest na IV tysiąclecie p.n.e. to szczyt rozwoju miasta przypada na okres pomiędzy XX a XVI wiekiem p.n.e.
Akrotiri jak na swoje czasy było wysoko rozwinięte. Trzykondygnacyjne budynki, utwardzone ulice, rozbudowany system odwadniający, w tym toalety w pomieszczeniach oraz odrębne rury doprowadzające ciepłą i zimną wodę. O wysokiej kulturze miasta świadczą architektura oraz barwne freski. W przeciwieństwie do Pompei, w Akrotiri nie znaleziono ludzkich szczątków. Również brak kosztowności sugeruje, że mieszkańcy mieli wystarczająco dużo czasu, by się ewakuować. Przewodnik podczas zwiedzania wulkanu na wyspie Nea Kameni opowiadał, że przed wybuchem wulkanu pod koniec XVII wieku p.ne. wszyscy ludzie ewakuowali się na przygotowane na takie zagrożenie statki. Niestety większość z nich zatopiła po wybuchu fala tsunami, a tylko nieliczne statki dopłynęły do wybrzeży Afryki. W Akrotiri cały czas prowadzone są wykopaliska archeologiczne, szacuje się, że do tej pory odkryto jedynie 1/30 dawnego miasta, co może pobudzić wyobraźnię. Odkryte przez archeologów naczynia, meble, czy freski można zobaczyć w muzeum w Firze.
Po zwiedzaniu wykopalisk wybraliśmy się na relaks na Czerwoną Plażę, która znajduje się w odległości niespełna 1 km od Akrotiri. To jedna z najbardziej malowniczych i interesujących plaż na wyspie, która zachwyca surowym pięknem natury oraz unikalnym widokiem. Pokonując olbrzymie skały wulkaniczne, dochodzi się do wąskiej plaży z małymi kamyczkami i piaskiem, której czerwień jest widoczna już z daleka - nazwa plaży jest w pełni uzasadniona. Woda jest bardzo czysta, ale lepiej zaopatrzyć się w buty kąpielowe, ponieważ wejście do wody odbywa się po mało przyjemnych dla stóp kamieniach, a dalej od brzegu dno jest także usłane kamykami.
Inną opcją dostania się na Czerwoną Plażę jest krótki rejs łódką z portu przy wykopaliskach w Akrotiri. Stąd można także łódką dopłynąć na Białą Plażę, która jest dostępna tylko od strony morza. Co 15-20 minut do brzegu podpływają łódki-taksówki, jednak czas nie pozwolił nam tym razem zobaczyć Białej Plaży…

Thirasia i Nea Kameni z Firy

MESA GONIA - WIOSKA DUCHÓW

Przygnała nas tutaj ciekawość - wioska Mesa Gonia była pierwszym punktem naszego jednodniowego, samochodowego objazdu wyspy. Gdy już się zorientowaliśmy, że dojechaliśmy na miejsce, co nie było łatwe, ponieważ wioska gdy się do niej wjedzie nie wyróżnia się niczym szczególnym, wóczas ruszyliśmy w górę pospacerować wąskimi uliczkami. Mesa Gonia jest nazywana wioską duchów - po trzęsieniu ziemi w 1956 roku - ci mieszkańcy, którzy ocaleli przenieśli się do Kamari oraz na wschód i na południe wyspy. Pozostały tu wóczas jedynie puste domy. Miejscowość nie jest jednak csałkowicie opuszczona - minęliśmy także dużo zamieszkałych budynkó, a w miejscowym kościele akurat odbywało się nabożeństwo. Panagia EpiskopiI to jeden z najstarszych kościołów na wyspie - wybudowano go w 1100 roku podczas okupacji weneckiej. Powyżej kościoła widok był już bardziej przygnębiający - stare opuszczone i zarośnięte domy bez okien i drzwi -  większość z nich, stoi tak od dnia trzęsienia do dziś. Niektóre z nich są wydrążone w skałach i wyglądają jak wejścia do jaskiń - za dnia hula tu wiatr, a w nocy duchy... Jednak widoki na miejscowość i okoliczne góry były wspaniałe. Od dawna Mesa Gonia jest także znana z produkcji doskonałych win - do tej pory działają tu winiarnie: Canava Roussos od 1836 roku oraz Canava Argyros od 1903 roku. Z Mesa Gonia do pobliskiego Kamari jest zaledwie dwa i pół kilometra, dlatego podjechaliśmy tam na plażę z widokiem na najwyższą górę na wyspie - Profitis Ilias.

Mesa Gonia - wioska duchów

MIASTECZKO PYRGOS

Pyrgos jest usytułowane na wzgórzu, choć samo leży u podnóża góry Profitis Ilias i jest najwyżej położoną miejscowością na wyspie. Nazwa Pyrgos oznacza zamek, a pochodzi zapewne od weneckiego zamku - jednego z pięciu wybudowanych na Santorini. Poniżej, wokół zamku rozrosło się miasto w postaci tradycyjnych domów, kościołów i wąskich uliczek w którcych, co sprawdziliśmy można się zgubić. Miasteczko aż do 1800 roku było również stolicą wyspy. Wędrując po stromych średniowiecznych uliczkach można w nich znaleźć aż trzydzieści kościołów, a oprócz domów mieszkalnych rozlokowały się tam także winiarnie, tawerny i małe galerie. Na pewno nie można było narzekać na tłumy - wszędzie, może za wyjątkiem położonego najwyżej zamku byliśmy praktycznie sami :)

Pyrgos

FILM: MUZYKA NA ZAMKU W PYRGOS

EMPORIO - NAJWIĘKSZA WIOSKA NA WYSPIE

Emporio to największa wioska Santorini, położona u podnóża góry Profitis Ilias od strony południowej. Była ona niegdyś centrum handlu na wyspie stąd zapewne jej nazwa: emporio - handel. Znajduje się tutaj kolejny z pięciu średniowiecznych zamków weneckich na wyspie i analogicznia jak w Pyrgos zabudowa jest skoncentrowana wokół. Być może było to w dawnych czasach centrum handlu, ale teraz spacerując po urokliwych średniowiecznych uliczkach nie spotkaliśmy dosłownie nikogo. Pełno tam różnych zaułków i zakamarków, bielonych cerkwi z niebieskimi kopułami i ozdobnymi dzwonnicami - zdecydowanie warto się wybrać aby zobaczyć tą średniowieczną zabudowę. Z Emporio na zakończenie dnia ruszyliśmy na słynną czarną plażę w Perissa. Plaża jest położona u podnóża ogromnej skały Mesa Vouno, a za jej kolor odpowiada piasek z czarnej, wulkanicznej lawy. Jest to jedna z najdłuższych plaż na wyspie, wzdłuż plaży ciągnie się długa promenada pełna restauracji i sklepików. Po plażowaniu polecamy zaś świetną kuchnię w tawernie Fratzeskos - może się zdarzyć, że będziecie stali w kolejce do stolika - ale warto! Duże porcje, sałatki, świeze ryby i owoce morza i wszystko w przystępnych cenach.

Emporio

I NA KONIEC FILM: MIGAWKI Z SANTORINI

POLECANE ARTYKUŁY:

Terk do Oia

Peloponez

Kreta