Polish English Persian Russian Spanish Turkish

Facebook - polub nas!

Znajdź skrytkę!

Polecamy

Filmy

Jezioro Van

Położone na wschodzie i otoczone wulkanami jezioro Van jest największe w całej Turcji. Słone i sodowe o specyficznej oleistej wodzie, ma powierzchnię 3755 kilometrów kwadratowych. Powstało po wygaśnięciu wulkanu Nemrut Dagi - na którego szczyt także weszliśmy. Zapraszamy więc do naszej relacji z Van i okolic z trekingiem na najwyższy nad jeziorem czterotysięczny wulkan Süphan Dagi.

Van - Turcja

Do Van dolecieliśmy późnym popołudniem z Warszawy z przesiadką w Stambule i naszą przygodę nad jeziorem Van rozpoczęliśmy od kolejnego ranka. Zaczęliśmy od twierdzy Van zbudowanej przez starożytne królestwo Urartu w IX-VII wieku p.n.e. Współczesne tureckie Van było w owym czasie stolicą Urartu i znane było jako Tuşpa lub Turuşpa, a chroniła je włąśnie twierdza. Jest ona największą fortecą z tamtego okresu, chociaż na zboczach wzgórz i występach skalnych na terenie współczesnej Turcji, Armenii i Iranu zachowały się rónież mniejsze rozmiarami fortyfikacje urartyjskie. Najwcześniejsze osadnictwo w Tuşpa zlokalizowane było tuż przy stromym urwisku na terenie twierdzy na zachód od współczesnego miasta. Znaleziono tam inskrypcje urartyjskie, datowane na VIII i VII wiek p.n.e., jednak najstarsza odkryta inskrypcja pochodzi aż z IX wieku p.n.e., z czasów panowania urartyjskiego króla Sarduri. Historia twierdzy była burzliwa - po Urartyjczykach forteca w Van była kolejno w rękach: Ormian, Rzymian, Medowów, Achemenidów, Sasanidów, Arabów, Seldżukidów, Osmanów i Rosjan... Z fortecznego wzgórza roztacza się wspaniały widok na widoczne na pierwszym planie ruiny starożytnej stolicy Urartu i współczesne Van.

Twierdza w Van

Z Van wyruszyliśmy wzdłuż południowego brzegu jeziora - co dziwne na tym potężnym zbiorniku wodnym nie było widać infrastruktury turystycznej czy nawet pływających jednostek. Chyba jedynymi stateczkami na jeziorze, które widzieliśmy były te kursujące na wyspę Akdamar. My także popłynęliśmy na wyspę - jest ona oddalona około 4km od brzegów i ma niecały kilometr powierzchni. Akdamar jest skalista z karłowatą roślinnością, a jej największą atrakcją jest ormiański kościół Św. Krzyża pochodzący z X wieku. Legenda mówi, że nazwa wyspy pochodzi od ormiańskiej księżniczki o imieniu Tamar, która zakochała się w zwykłym chłopaku mieszkającym na brzegu Jeziora Van. Każdej nocy mężczyzna podpływał do wyspy prowadzony światłem, które zapalała mu dziewczyna. Ojciec księżniczki naturalnie dowiedział się o uczuciu łączącym młodych i podczas jednej z kolejnych nocy chłopak znów płynął za dawanym przez ukochaną światłem. Niespodziewanie światełko zniknęło - zgasił je ojciec. Chłopak nie wiedział jak płynąć i jego ciało zostało pochłonięte przez wody jeziora Van. Miejsce, gdzie zakochany młodzieniec spoczął na stałe znaczą jego zwłoki z wyrytym napisem „Och, Tamar” zniekształcone na „Achdamar”... Legenda stała się przyczynkiem do napisania jednego ze słynniejszych poematów ormiańskich pióra Hovhannesa Tumanyana.

Pierwsze wzmianki o znajdującym się na wyspie kościele pochodzą z X w. Była to wówczas wyspa jedna z rezydencji króla Gagika z Vaspukaran, a kościół miał posiadał funkcję użytkową dla dworu królewskiego. Z czasem sał się on jednym z najważniejszych obiektów religijnych dla ormiańskiej społeczności dzisiejszej wschodniej Anatolii. W 1915 roku nastąpiła fala prześladowań Ormian przez rządzących ówczesną Turcją i dokonano masakry ormiańskiech mnichów, a świątynia została doszczętnie zniszczona. Kolejne lata nie przyniosły poprawy - kościół wielokrotnie przechodził akty wandalizmu - zniszczono zewnętrzne płaskorzeźby i choczkor, czyli ormiański krzyż z końca XIV w. Do 2005 roku kościół był pod ochroną, lecz nie przeprowadzono żadnych prac renowacyjnych i dopiero na początku progu XXI wieku dokonano jego odbudowy.

Nasz rejs na wyspę po zwiedzaniu jej zakamarków zakończyliśmy kąpielą w jeziorze u jej brzegów :)

WULKAN NEMRUT DAGI

Nemrut to drzemiący wulkan; jedyny aktywny w czasach historycznych, a ostatnia potwierdzona erupcja nastąpiła w roku 1650. Powstał on prawdopodobnie na początku czwartorzędu, około 1 miliona lat temu. Około 250 000 lat temu poważna erupcja utworzyła lawę o długości ponad 60 km, która podzieliła zlewisko rzeki Mus i zablokowała wypływ wody z basenu Van i utworzyła jezioro Van - największe na świecie jezioro endotermiczne . Wóczas stożkowy wierzchołek wulkanu zapadł się do wewnątrz, tworząc kalderę o wymiarach - później wewnątrz kaldery uformowało się słodkowodne jezioro Nemrut - drugie co do wielkości jezioro kalderowe na świecie. Kolejne erupcje oddzieliły małe jezioro Ilı od jeziora Nemrut. Obecnie kaldera wznosi się na wysokość 2948 m n.p.m. i ma 7200 m średnicy - jest to największa kaldera w Turcji, czwarta co do wielkości w Europie i szesnasta na świecie.

A skąd się wzięła nazwa wulkanu? Legenda mówi, że pochodzi ona od legendarnego króla Nimroda, o którym mówi się, że rządził tym obszarem około 2100 r. p.n.e., a któremu przypisuje się budowę Wieży Babel. Według kronik tureckich z XVI wieku król Nemruz wybudował na szczycie zamek i pałac - mieszkał na tej górze zimy i lata. Jedank padł ofiarą gniewu Bożego i został złapany, a w konsekwencji bóg pozwolił tej górze runąć i zatopić wnętrze i tak powstało jezioro.

Nasze plany na górze Nemrut także zostały pokrzyżowane - mieliśmy biwakować we wnętrzu kaldery, ale okazało się, że 'wkroczyły' tam niedźwiedzie... Dlatego zamiast biwaku na górę przyjechaliśmy rankiem z hotelu w Tatvan. Do krawędzi krateru można podjechać samochodem skąd wyruszyliśmy w górę na najwyższy szczyt kaldery. Najwyższy punkt, a 2948m n.p.m. skąd rozciąga się piękny widok na cały wulkan - nie powędrowaliśmy jednak dalej krawędzią krateru, a przewodnik poprowadził nas z powrotem i zjechaliśmy do krateru. W kalderze jest sporo roślinności i faktycznie niedźwiedzie mają gdzie się tutaj schować, znajduje się tutaj kilka gorących źródeł, a mniejsze jezioro Ilı osiąga temperaturę nawet do 60 stopni - sprawdzaliśmy ;) Przy małym jeziorze raczyliśmy się herbatą i melonem w lokalnym, kurdyjskim szałasie, a potem poszliśmy nad duże, słodkowodne jezioro Nemrut. Zejście do jeziora w japonkach dla części ekipy okazało się nieco karkołomne, ale było warto, bo kąpiel była świetna :) Późnym popołudniem ruszyliśmy do położonego u stóp wulkanu Suphan miasteczka Adilcevaz. 

Wulkany wokół jeziora Van

wulkan nemrut

Wulkan Nemrut Dagi
SÜPHAN DAGI

Przyszedł czas na Süphan Daği – najpotężniejszy wulkan nad jeziorem Van o wysokości 4058m n.p.m. – na pewno jest to drugi co do wysokości wulkan Turcji (po Araracie), a niektórzy twierdzą nawet, że to druga co do wysokości góra w tym kraju. Tutaj zdania są podzielone ze względu na niedokładność pomiarów wysokości szczytów – do tego miana pretendują również Uludoruk o wys. 4135m i Cilo o wys. 4116m w Górach Hakkâri.
Naszą przygodę z Süphan Daği zaczęliśmy jeszcze w nocy – około 2 nad ranem wystartowaliśmy z SüphanDOSD Otel w miasteczku Adilcevaz. Z tego hotelu często ruszają wyprawy na Süphan, a już na pewno mogą pomóc taką wyprawę zorganizować :) Nim wyruszyliśmy i dojechaliśmy, najpierw drogą asfalową, która okrąża jezioro, potem gruntową w kierunków stoków wulkanu, a gdy minęliśmy wioskę Aydinlar to nasz samochód poruszał się już bez drogi manewrując wśród wyschniętej roślinności. Około 3 nad ranem dojechaliśmy do wysokości 2200m i tutaj zaczęło się nasze zdobywanie Süphan Daği. Idąc w ciemnościach wśród wulkanicznego piasku pięliśmy się powoli w górę – czołówki rozświetlały trasę, ale trochę pomagał też księżyc. O brzasku za naszymi plecami zaczęły się wyłaniać wspaniałe widoki na jezioro Van, a my lawirowaliśmy między kępami wysuszonych traw. Gdy słońce wzeszło nieco wyżej zrobiliśmy krótki postój – byliśmy chyba nieco powyżej 3000m, a teren zamienił się już tutaj w wulkaniczny piasek i okruch skalne – już niedaleko do krawędzi krateru. Jednak Jusuf – nasz przewodnik mówi, że do wierzchołka jeszcze daleko – nie widać go teraz gdyż jest z drugiej strony krateru. W końcu jest – dotarliśmy do krawędzi krateru – do wierzchołka w pionie jeszcze 400-500m, ale odległość całkiem spora, ponieważ trzeba przejść przez kalderę, a ta jest potężna jak cały wulkan. Po dłuższej przerwie na regenerację zeszliśmy do krateru – po wulkanicznym piasku przy skraju lodowca pokrytego rumoszem skalnym. Pełna tam było ciurkających strumyczków, a nawet niewielkie lodowe jaskinie. I tak trochę w dół, ale więcej w górę od czasu do czasu łapiąc oddech i podziwiając widoki na lodowiec prawie dotarliśmy do przeciwnej krawędzi krateru. Stąd poruszając się po ogromnych, nierzadko ruchomych głazach trawersowaliśmy w kierunku szczytu – pozostało ostatnie 200m podejścia…Widoki na wnętrze kaldery i lodowiec były niesamowite, ale było naprawdę ciężko - ogromne głazy chwiały się i chybotały pod naciskiem naszych kroków. W końcu jest – wyraźny stożek z kamieni i głazów (a jakże!) będący kulminacją wszystkiego wokół – nie było nic wyżej, a na szczycie wiadomo - piramidka :) Radość – wejście zajęło nam prawie 9 godzin, ale na szczycie stanął cały zespół i mimo ogromnego wysiłku fizycznego nikt się nie poddał (ponad 1800m podejścia i całkiem spora odległość) - dlatego po za wpisem do księgi daliśmy sobie trochę czasu na szczytowe sesje fotograficzne i kontemplację sukcesu :)  
No i schodzimy, znowu chyboczące kamienie od szczytu aż do dna kaldery, potem nieco inną drogą przechodzimy przez krater – chwilami nawet po lodowcu mijając wodospadziki, które się na nim tworzyły. Na końcu znowu wspięliśmy się na krater – ostatnie spojrzenie na szczyt i w dół! W głębokim wulkanicznym tufie kurzy się niemiłosiernie, ale bardzo szybko tracimy wysokość, bo idzie się niczym po śniegu. Mamy zejść na nocleg do jeziora Aygir – wciąż je widać, niby jest blisko, ale wciąż daleko… Mijamy kilka mniejszych wulkanicznych stożków, które wykwitły na stokach Süphana, a gdzieś w skałkach przy jednym z nich robimy kolejny dłuższy odpoczynek – a niektórzy nawet przymknęli oko ;) Wreszcie ostatnie strome zejście i dotarliśmy do jakiś pasterskich zagród i namiotów skąd szliśmy dalej usianą kamieniami drogą – do jeziora wciąż blisko… Schodzimy niżej do kolejnej drogi – gruntowej, ale wyglądającej na przejezdną i znowu chwilę odpoczywamy na jej skraju – stąd już podobno tylko godzina do jeziora… I w końcu po ponad 15-tu godzinach akcji górskiej, jakimiś skrótami przez pola dotarliśmy do jeziora, a konkretnie do Aygir Golu Restoran, gdzie na kolację była pyszna rybka i nie tylko. Oczywiście okazało się, że jednak nocować będziemy jeszcze raz w SüphanDOSD Otel, a nasz samochód się zepsuł – ale zmiany programu już nas nie dziwiły i nic nie mogło zepsuć dobrego humoru – a niektórzy chcieli jeszcze nawet popływać w jeziorze przy księżycu ;)
Rankiem niespodzianka SüphanDOSD Otel – na zastawionym stole przy przydrożnym trawniku lokalnej drogi zjedliśmy pyszne śniadanie i wyruszyliśmy w drogę na Ararat :)
Nasza wyprawa była przygotowana i prowadzona przez AraratTrek.    

Wulkan Suphan Dagi

Wulkan Suphan Dagi

POLECANE ARTYKUŁY:

Ruwenzori