Facebook - polub nas!

Znajdź skrytkę!

Polecamy

Filmy

Palenque - Świątynia Inskrypcji

Wysoko w górach leży San Cristobal da Las Casas - kulturowa i duchowa stolica stanu Chiapas. Zachwycisz się tam kolorowymi, kolonialnymi domkami i jeszcze bardziej kolorowymi wyrobami indian z okolicznych wiosek. A do tego to kolebka Zapatystów - to tutaj właśnie rozpoczęło się indiańskie powstanie... Trzeba także wybrać się do okolicznych wiosek by poznać kult Coca Coli, kościół gdzie nie ma mszy, a są składane ofiary...

SAN CRISTOBAL DE LAS CASAS

Z upalnego Palenque ruszyliśmy w kilkugodzinną podróż do San Cristobal de las Casas. To kulturowa i duchowa stolica stanu Chiapas - pełno tutaj brukowanych uliczek wśród różnokolorowych domków w kolonialnym stylu i wszechobecnych barwnych straganów z tutejszymi, indiańskimi wyrobami. Można też zapomnieć o upale – miasto położone jest na wysokości 2100 metrów n.p.m., więc wieczory i noce są tutaj były zimne. Ciekawe są fasady kolonialnych kościołów, których kwieciste zdobienia nawiązują do kultury Majów. Na szczególną uwagę zasługuje katedra z 16 wieku Templo y Ex-Convento de Santo Domingo z kunsztowną fasadą, przed którą znajduje się bazar z wyrobami rękodzielniczymi – tutaj właśnie najlepiej widać różnorodność i koloryt San Cristóbal de las Casas - tu spotykają się Majowie, turyści z Europy i indiańskie handlarki. Indianki noszą bajecznie kolorowe stroje, odmienne dla różnych wiosek, bo targowy labirynt dzieli się na rewiry, gdzie można rozpoznać stroje z poszczególnych wiosek - kolorowe haftowane kwiaty na bluzkach i szalach są charakterystyczne dla Zinacantán, grube spódnice z surowej wełny mają kobiety z Chamula, a długie białe tuniki z wzorami w różnych kolorach noszą mieszkanki Oxchuc. Na tym targu można naprawdę ‘wsiąknąć’, a już na pewno wrócicie stamtąd obładowani lokalnymi, kolorowymi wyrobami, że o kilku damskich torebkach nie wspomnę... ;)
Historia San Cristobal sięga 1532 roku gdy Diego de Mazariegas, założył tu regionalną bazę obronną przed zaciekle atakującymi Indianami Zoque i Chiapanec. Osada szybko stała się stolicą prowincji Chiapas. Początkowo miasto, jak i cały region, związane były gospodarczo, politycznie i kulturowo z Gwatemalą. W 1824 roku Chiapas przyłączono do Meksyku i San Cristóbal de las Casas stało się stolicą stanu. W 1892 roku rolę tę przejęło miasto Tuxtla Gutiérrez.
Wielu przyciąga do miasta mit zapatystów - przyjeżdżają, aby poczuć atmosferę miasta, w którym w 1994 r. rozpoczęło się słynne indiańskie powstanie, chociaż dziś duch rebelii obecny jest głównie na nadrukach koszulek, pocztówkach i charakterystycznych zamaskowanych figurkach. W sylwestrową noc, na przełomie 1993 i 1994 roku, EZLN - czyli Armia Zapatystów zajęła kilka miast w Chiapas, między innymi także San Cristóbal de Las Casas. Wojska rządowe odbiły je po paru dniach, lecz powstanie odbiło się echem na świecie a w Meksyku zawrzało. Pomocy w mediacji podjął się biskup Samuel Ruiz. Na początku marca podpisano porozumienie, w którym strona rządowa zobowiązała się do pomocy ekonomicznej dla regionu i do lepszego traktowania ludności indiańskiej.
Nasz spacer po mieście zaczęliśmy od kościoła Iglesia de San Francisco założonego przez franciszkanów w 1577 roku, zaliczyliśmy też krótką wizytę na targu przy katedrze Templo y Ex-Convento de Santo Domingo. Potem ruszyliśmy małego, położonego na wzgórzu kościółka Iglesia de San Cristobalito - na górę trzeba pokonać trochę schodów, ale wysiłek wynagradzają piękne widoki na miasto. Resztę dnia wypełniły nam brukowane uliczki i zakupy - trafiliśmy na Mercado Viejo gdzie między innymi nnaleźć można klasyczna chrześciańskie figurki i amulety, ale także inne nawiązujące do lokalnych wierzeń. Najsłynniejsza z nich jest oczywiście Santa Muerte czyli Świeta Śmierć - patronka od spraw beznadziejnych... Ciekawostką są również płyny i maści, które mają pomóc w najróżniejszych sprawach np. potrzebie posiadania miliona dolarów lub rozpoczęciu nowego życia ;) Wieczorem wylądowaliśmy na placu Plaza de la Paz, zamienia się on wtedy w kolejny targ miejscowych pamiątek oraz pysznego street foodowego jedzenia., a jeszcze później na koncercie w jednym z lokalnych klubów :)
W San Cristobal de las Casas zatrzymaliśmy się w hostelu Casa Tequio na Avenida Tuxtla – miejsce bardzo przyjazne dla podróżników, a z tarasu na dachu jest świetny widok na panoramę miasta :)

San Cristobal de Las Casas

San Cristobal de Las Casas

San Cristobal de Las Casas - Plaza de la Paz
CHAMULA I ZINACANTAN

Będąc w San Cristobal de Las Casas nie sposób nie odwiedzić Chamula – indiańskiej wioski, a w zasadzie miasteczka zamieszkałego przez potomków Majów. Posiada ono autonomię i rządzi się swoimi prawami - większość ludności do dziś nie posługuje się językiem hiszpańskim, lecz mówi w języku Tzotzil z rodziny języków majańskich. Podobno porządku i przestrzegania prawa tam pilnuje lokalna policja, ponieważ meksykańska ma zakaz wstępu do Chamuli…
Największą atrakcją miasta jest kościół na centralnym placu miasta nieopodal targu - Iglesia de San Juan. Zobaczyliśmy także przygotowania do Dia de Los Muertos na lokalnym cmentarzu oraz targ. Ale wrócmy do kościoła - choć z zewnątrz wygląda normalnie to jednak mieszkańcy miasteczka już dawno wyprosili z niego księdza i sami sprawują swoje obrzędy. Podobno od ponad 50 lat nie odbyła się w nim żadna chrześcijańska msza, a słynie on z unikalnych praktyk religijnych, które łączą elementy katolickie z pogańskimi, mające swoje korzenie w czasach prekolumbijskich – można tam zobaczyć unikatowy folklor rdzennych mieszkańców. Mogliśmy tam wejść i to zobaczyć – robi to naprawdę niesamowite wrażenie… Jednak obowiązuje całkowity zakaz filmowania i robienia zdjęć – ale w necie znaleźliśmy krótki filmik, który udostępniamy na stronie. W kościele nie ma ławek, a pod boczną ścianą, w szklanych gablotach znajdują się drewniane figury znanych nam świętych, ubrane w kolorowe stroje - podobno święci, którzy przyjmują ofiary i spełniają prośby przesuwani są w rzędzie bliżej miejsca gdzie był ołtarz - pozostali zaś lądują bliżej wejścia... Cała podłoga usłana była zielonymi sosnowymi igłami – symbolizuje to oddzielenie od świata podziemnego. Na posadzce siedziały w grupkach rodziny lub pojedyncze osoby przed rzędami cienkich świeczek. W kościele są też obecni curanderos, czyli szamani, którzy diagnozują choroby, uroki i klątwy u wiernych. W zależności od problemu, w ofierze składa się kwiaty lub jajka, a w ciężkich przypadkach koguta – przy prostych sprawach do złożenia ofiary wystarczy rozbicie jajka – w cięższych przypadkach konieczne jest skręcenie karku koguta…

Trzeba także wspomnieć o popularnym tutaj kulcie Coca Coli – jego wyznawcy twierdzą, że oczyszcza ona organizm, a bekanie pozwala złym duchom opuścić ciało. To było chyba jedyne miejsce w Meksyku gdzie Coca Cola jest tańsza od wody mineralnej…

Kolejnym miasteczkiem, które odwiedziliśmy w okolicach San Cristobal de Las Casas było Zincantán. Je również zamieszkują Indianie Tzozil – rdzenni potomkowie Majów. Pierwsze kroki skierowaliśmy tam do kościoła Iglesie de San Lorenzo – od razu zauważyliśmy to miasteczko to było niezwykle czyste i spokojne, wręcz jak wyludnione w porównaniu do Chalmula. Podobno wynika to z tego, że w Zincantán rządzą kobiety :) Indianie Tzotzil to jedno z najbardziej konserwatywnych plemion w Meksyku. Pielęgnują prekolumbijskie tradycje i wierzenia oraz swój język. Miasteczko słynie hodowli z kwiatów, a także noszonych przez kobiety bogato haftowanych kolorowych strojów. Przed kościołem spotkaliśmy dwójkę dzieci, które zaprowadziły nas do warsztatu tkackiego należącego do ich rodziny, gdzie usłyszeliśmy o wytwarzaniu tkanin, ich kulturze i zwyczajach. Była też okazja do przymiarki tradycyjnych strojów ślubnych Indian Tzotzil ;) 

Chamula

Chamula

FILM: IGLESIA SAN JUAN W CHAMULA


Zinacantan - w ślubnych strojach :)

Meksykańska wyprawa była przygotowana i prowadzona przez Adventure Tess - polecamy!!!
Adventure tess

POLECANE ARTYKUŁY:

Palenque - dżungla i ruiuny Majów

Dia de los Muertos - Oaxaca

Kanał Koryncki